Oskarżenie o rytualne morderstwo, które doprowadziło do śmierci
4 lipca 1946 r. w Kielcach wybuchł pogrom, podczas którego lokalni mieszkańcy, żołnierze Wojska Polskiego, milicjanci i funkcjonariusze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego brutalnie zamordowali ocalałych z Holokaustu, którzy powrócili do swoich domów po wojnie. Przemoc, wywołana fałszywą plotką o rytualnym zabójstwie dziecka, spowodowała śmierć 42 osób i raniła dziesiątki innych.

Plotka, nienawiść i współudział funkcjonariuszy państwa
Przemoc rozpoczęła się po zaginięciu ośmioletniego polskiego chłopca, który niedługo później powrócił cały i zdrowy. Podczas przesłuchania fałszywie stwierdził, że porwali go Żydzi z ulicy Planty 7. Plotka szybko się rozprzestrzeniła, przyciągając rozgniewany tłum i wywołując zbrojną reakcję milicji, wojska i służb bezpieczeństwa. Zamiast przywrócić porządek, siły państwowe dołączyły do napastników. Żydów bito, strzelano do nich i wyrzucano przez okna; niektórych stracono z zimną krwią.
Pogrom ujawnił trwałość antysemickich mitów – zwłaszcza średniowiecznego oskarżenia o mord rytualny – oraz powiązania antysemityzmu z powojenną niestabilnością polityczną. Pomimo zniszczeń wojennych stara nienawiść trwała. Udział policji i jednostek wojskowych, których część funkcjonariuszy miało przedwojenne powiązania z ONR i NSZ w czasie wojny, odzwierciedlał głęboko zakorzenioną ciągłość ideologiczną. Pogrom przeraził świat i wywołał falę emigracji Żydów.
„Dość powiedzieć, że nieujawnionymi członkami NSZ okazali się zarówno zastępca komendanta Wojewódzkiego KW MO, Roman Olszański‑Przybyłowski, jak i oficer personalny tej Komendy, Stefan Latosiński… Stefan Sędek, prawnik i przedwojenny działacz ONR w Kielcach, który wysłał pierwszy patrol na Planty 7… pogrom był w ogromnej mierze właśnie ich dziełem.”
Joanna Tokarska-Bakir